środa, 7 sierpnia 2013

16."Ta dzisiejsza młodzież! Tylko miłość przez internet!" by Julkaa

 Wiecie co. Magda miała pomysł. Jeśli chcecie do 11 sierpnia zadawajcie nam pytanie, najlepiej pod tym postem, dotyczące bloga albo nas. Tylko nie pytajcie "co będzie dalej?", albo "ktoś jeszcze umrze?". Okey? Taki jeden przykład. Nie powiem od kogo:
1. Jak widzicie relacje między Julką, a Kendallem i Magdą, a Jamesem.
 Magda: Julka i Kendall to para urocza. Jest tu dużo romantyzmu i wzajemnego szacunku. Są uroczy i przesłodcy. U nich preferuje czułość, delikatność i poznawanie siebie nawzajem. A Magda i James to para zakręconych ludzi, dominatorów. Będą dużo szaleć. U nich będzie dużo kłótni, ale też namiętności. Będą się poznawać poprzez zabawę, taniec, szaleństwo. Ich związek jest albo będzie "mocny".
Julka: Związek Kendalla i Julki polega na wzajemnym zaufaniu i szczerości.
Magda i James są zwariowani i "lekko" fiśnięci. Obydwoje dominują, ale to nie staje na przeszkodzie miłości.
 My postaramy się na wszystkie odpowiedzieć ;D

Stałam i oglądałam film przedstawiający Jamesa i Kendalla całujących się podczas naszej gry w butelkę. Rzuciłam się na fotel patrząc w sufit.
-Matko jaka jestem GŁUPIA!- ryknęłam i walnęłam się z otwartej ręki.- Ale skąd ona wzięła tą kamerę? Przecież leżała u mnie w pokoju więc nie miała jak i kiedy jej zabrać. Czyli musiał ją ktoś włożyć do jej walizki.- mówiłam do siebie- Kto był tak mądry by włożyć MOJĄ kamerę do JEJ walizki?-krzyknęłam
-Yyyy... to chyba ja.-powiedział po chwili Maslow unosząc rękę do góry.
-James! Idioto! Wiesz, że kiedyś cię zamorduję?!
-Myślałem, że to jej kamera, a i nie jestem idiotą.W sumie to ty nagrywałaś całą tą sytuacje! A ta sytuacja dotyczy mnie!Więc to ja powinienem cię zabić.-odparł spokojnie.
-Jeśli mnie zabijesz zrobię ci takie Paranormal Activity, że ci włosy powypadają.-zagroziłam- Nie tylko z głowy.-dodałam po chwili, a on tylko popatrzył po sobie. Zaśmiałam się. Spojrzałam na Kendalla był trochę smutny, ale w jego oczach można było dostrzec złość. Podeszłam do niego i go mocno przytuliłam.
-Nie martw się! Usuniesz filmik, zmienisz hasło i będzie po wszystkim.-powiedziałam
-Łatwo ci mówić zna hasło nie tylko do konta na You Tubie, ale też na Twittera, Instagrama (dop.aut. Z góry sorki za błędy, bo nie wiem jak się pisze niektóre nazwy xD), Aska i nie wiem chyba do wszystkiego.
-To na co ty czekasz? Zmieniaj wszystkie te hasła, już!-krzyknęła Magda. Jak najszybciej usiadł przed laptopem, pootwierał szybko wyżej wymienione strony i pozmieniał hasła. Usunął też film. Wstał i odetchną z wyraźną ulgą.
-Ale i tak to nie zmieni tego, że tyle osób to obejrzało.- powiedział Logan, a Kendall krzywo się uśmiechnął.
-Nudzi mi się.- pisnęłam
-Czyżby role się odwróciły?- powiedział Carlos i spojrzał na mnie, a potem na moją przyjaciółkę.
-Wiecie co: pójdę na górę.- dodałam po krótkiej chwili. Weszłam po schodach do mojego (już tylko mojego) pokoju i usiadłam na łóżku. Czułam się winna, bo to przecież ja to wszystko nagrywałam. Miałam wrażenie że zaraz zapadnę się pod ziemię. Wzięłam do ręki szkicownik, ołówek i gumkę do ścierania. Naszło mnie żeby rysować baletnice. Po jakiś 25 minutach miałam przed sobą rysunek tancerki.
Odłożyłam szkicownik na biurko i położyłam się na plecach patrząc na baldachim nad łóżkiem. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Otwarte!-krzyknęłam. Po chwili do pokoju wszedł Kendall.
-Co robisz księżniczko?-zapytał
-Umieram na głupotę i wyrzuty sumienia.-odpowiedziałam
-Nie zadręczaj się! Już po wszystkim. Film usunięty, hasła pozmieniane.
-Wiesz ile ludzi to zobaczyło?! Ale w sumie to wszystko jest moja wina, bo ta ja nagrałam ten filmik. Byłam pijana i niezbyt kontrolowałam to co robię, a czuję się winna. Wyrzuty sumienia zjadają mnie od środka.
-Było minęło, nie myśl o tym.-powiedział po czym mnie przytulił.
-Wiesz w sumie mogłabym się ubrać, bo jestem jeszcze w piżamie.
-Oj!Serio?! Nie musisz, wyglądasz w niej uroczo.-
-Wiem-puściłam mu oko.
Weszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic, uczesałam się i zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam z pomieszczenia i zobaczyłam mojego chłopaka (mrrrau jak to słodko brzmi!) siedzącego w dalszym ciągu na łóżku. Przeglądał mój szkicownik.
-Nieładnie to tak brać czyjeś rzeczy bez pytania.-powiedziałam. Wzdrygnął się lekko.
-Dziewczyno nie strasz mnie, bo kiedyś na zawał padnę. A propos szkicownika... świetnie rysujesz.
-Dziękuje.- Uśmiechnęłam się do niego. Przysiadłam na moim poprzednim miejscu i popatrzyłam się Kendallowie głęboko w jego piękne, zielone oczy.- Kocham cię, wiesz?
-Wiem to od jakiegoś tygodnia, albo i więcej.
Ale ja cię kocham dłużej- pomyślałam. Zeszliśmy na dół trzymając się za rękę.Blondyn usiadł na moim ulubiony fotelu, a ja na jego kolanach. Byłam trochę przygnębiona.
-Czym się tak zadręczasz?- zapytał całując mnie w dłoń.
-Wiesz ile fanek chciałaby was poznać?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie- A ja jestem taką szczęściarą, że mogę cię nawet całować.- dodałam.
-Wiem o tym. A wiesz ile fanek jest trochę... jak to ująć...
-Świrniętych?- dodali chłopcy i wszyscy się zaśmiali.
-Noo. Jedna taka. Nie wie skąd była, ale nazwała się Julietta Schmidt, jej login (dop.aut. nie wiem jak to się dokładnie nazywa, ale chodzi mi oto, że np. Kendalla to- Heffron Drive. Wiecie o co mi chodzi?) to DoubleRainbow, a awatar to Nutella- zaśmiał się mój chłopak, a ja spłonęłam czerwienią.
-To u mnie była taka M.M.Maslow. Dodawała mi tysiące wpisów dziennie, ale od jakiegoś miesiąca tego nie robi. Na awatarze miała nasz gif.- zaśmiał się James, a ja zobaczyłam drugi albo trzeci raz w życiu jak Magdy policzki są różowe, nie od makijażu...
Wszyscy się śmiali oprócz nas dwóch. Ona wtulała się w swojego chłopaka, ja w swojego.
-No u mnie też. Z jakieś 20 dni? Może trochę mniej. To się skończyło kilka dni przed waszym przylotem...- Kendall teraz dopiero załapał i obaj spojrzeli się na nas. Ja się poderwałam do góry i żeby uniknąć salwy śmiechu. 
-Dobra to ja pójdę do sklepu po ciastka, a wy tu sobie rozmawiajcie- próbowałam wyjść, ale Magda ryknęła na mnie:
-Wróć! Będziemy to znosić razem!
-To chodź ze mną deklu, a nie!- szepnęłam do niej. Założyła buty i wyszła za mną. Oddalając się słyszałyśmy głośne śmiechu naszego zespołu. Odeszłyśmy trochę dalej i same wybuchnęłyśmy głośną salwą śmiechu. W końcu moja przyjaciółka dostała czkawki, a ja jeszcze bardziej się śmiałam.
Nagle podeszła do mnie jakaś dziewczynka z notesikiem w ręce i długopisem w drugiej.
-Dasz mi swój autograf?- zapytała ośmiolatka.
-Ale przecież nie jestem sławna...- powiedziałam zdezorientowana- może mnie z kimś pomyliłaś?- dodałam, a Magda spoważniała i przyglądała się tej scenie uważnie.
-Wiem, ale chodzisz z Kendallem Schmidt'em?- zapytała z nadzieją.
-No tak. wzięłam od niej notes i złożyłam swój "autograf".
-Mamo! Mamo!- pisnęła odbiegając od nas- Mam autograf dziewczyny, która powoduje, że Kendall jest szczęśliwy!- krzyknęła rzucając się rodzicielce na ręce. Moje serce się rozpływało z tego widoku, a szatynka się delikatnie uśmiechnęła.
-Boże, jak ja kocham dzieci! Są takie słodkie.-powiedziałam 
-Daruj sobie, dzieci są okropne. Tylko płaczą, jedzą i śpią. I czym się tu zachwycać. Fajne są dopiero, gdy mają 2 czy 3 latka. Potem jak już mają 6 są znowu złe.
-Oj dobra nie narzekaj. Teraz idziemy po ciastka, tylko musimy ich dużo kupić żeby dłużej do domu wracać.- puściłam jej  oko, a ona się tylko zaśmiała. Weszłyśmy do sklepu wzięłyśmy koszyk i zaczęłyśmy chodzić po pomieszczeniu w poszukiwaniu różnych ciastek. Wzięłyśmy kilka, albo kilkanaście opakowań i udałyśmy się do kasy. Zapłaciłyśmy za zakupy i wyszłyśmy ze sklepu. Szłyśmy do domu mijając ludzi którzy dziwnie patrzyli się na nasze siatki. Stanęłyśmy przed drzwiami
-I co teraz?-zapytałam
-Jak to co. Wchodzimy.
-Będą się z nas śmiać- pisnęłam. A moja przyjaciółka tylko westchnęła i wzruszyła ramionami. Otworzyła drzwi i zapewne tego żałowała. Już w progu czekali na nas chłopcy.
-No hej M.M.Maslow- zaśmiał się James i "porwał" swoją dziewczynę. Kendall mnie mocno przytulił, wziął głęboki oddech i spojrzał mi się w oczy.
-Dlaczego przestałaś pisać do mnie na Twitterze? - zaśmiał się- to było urocze.
-Uroczo- krzyknęła Magda wychodząc z kuchni- to będzie wyglądała pewna blondynka, w twoim łóżku, nago. - odwróciła się i podążyła w kierunku schodów mówiąc, zbyt głośno, do siebie- Ta dzisiejsza młodzież! Tylko miłość przez internet!- weszła na górę, a ja parsknęłam śmiechem. 
-Może się gdzieś przejdziemy?- zapytał mój chłopak.
-Z chęcią- odparłam. Rzuciłam ciastka do kuchni, w między czasie zabierając ze sobą trzy pudełka.
-Po co ci te ciastka teraz?-zapytał widząc 3 opakowania w moich rękach.
-Bo, jestem głodna. -odpowiedziałam otwierając pudełko, wyjmując ciastko i wkładając je do buzi.
Szliśmy tak główną ulicą jedząc ciastka i poznając siebie. W pewnym momencie on ode mnie odszedł. Zaczął rozmawiać z jakimś chłopakiem, który grał na gitarze. Po chwili ów chłopak podał mu swój instrument. Kendall szeroko się do mnie uśmiechnął i wysłał mi buziaka. Nagle zabrzmiała muzyka. Melodia do "Cover girl". Kendall zaczął śpiewać. Dla mnie. Znowu. Tylko, ze teraz o nie było zadanie, ale szczere. Prosto z serca.  
Gdy skończył oddał chłopakowi gitarę i odwrócił się do stoiska z kwiatami i wziął od starszej pani białą różę. Skąd on wiedział? Przecież mu nie mówiłam...
-Piękny kwiat dla mojej księżniczki.- odpowiedział podając mi kwiatek. Cała byłam czerwona, ale chciałam go sprawdzić...
-Dlaczego biała, a nie czerwona- zapytałam z "wyrzutem".
-Bo wszyscy kupują czerwone. Ty jesteś wyjątkowa, więc zasługujesz na wyjątkowy kwiat.- zarecytował, jakby ten tekst miał przygotowany od dawna. Chciał mnie pocałować, gdy nagle rozległy się piski dziewczyn. Podbiegły do nas i otoczyły. Zaczęły padać pytania "Co jest z Jamesem?" albo "Czy nie jesteście już razem?" . Czułam się dziwnie. Stałam tam i wpatrywałam się w mojego chłopaka. Zaczęłam się wycofywać. Kendall się zezłościł i krzyknął:
-Dacie mi spokój?! Nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę chodził z Jamesem! Ja kocham Julkę!- Wskazał palcem miejsce, gdzie mnie nie było. Odwrócił się i zobaczył mnie. Podszedł i złapał mnie za rękę. Wróciliśmy do domu w zajebistych nastrojach.
-Co się stało?- zapytał Maslow.
-Nic kurwa, nic- odparł mój chłopak rzucając się na kanapę.

-Do cholery jasnej zrób coś z nim!- krzyknęła Magda po 30 minutach. Kendall cały czas siedział w jednym miejscu.
-Ale co?- zapytałam.
-Mam pomysł!- krzyknęła i wybiegła z mojego pokoju. Udałam się za nią, a ona już piszczała z radości skacząc przed blondynem. - Słuchaj. Nagrasz filmik, w którym wszystko tłumaczysz. Że to był głupi kawał. Że niby się pocałowaliście, ale to było po pijaku i wtedy graliśmy w butelkę. I wstawimy cały filmik. W sensie od momentu jak ja daję zadanie Jamesowi, do momentu jak wy się odrywacie i krzyczycie "Fuuj". Fajne? Oczywiście, że tak. - uśmiechnęła się moja przyjaciółka.
-Jest jeden problem- przerwał jej Maslow- nie mamy kamerki.- mina szatynki zbladła.
-Ale ja to mam na komputerze.- uniosłam rękę do góry. 
-To na co jeszcze czekamy?!- pisnęła Magda- James, Kendall! Na górę!

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

15. "Nie prowokuj mnie Maslow! Po prostu jestem sprytniejsza!" byy Magda



 Wiecie co? Muszę wam coś wytłumaczyć. Pewnie zastanawiacie się dlaczego dziewczyny są Polkami, ale mają angielskie nazwiska? Dziadkowie Magdy od strony taty byli Anglikami, ale wyprowadzili się i tata Meg poznał jej mamę. U Julki tylko dziadek był Amerykanem.

 To chyba tyle ;) miłego czytania

<--- * Teraz jest 5 kwietnia. Dziewczyny czekają na wyniki, które 3 z 5 zespołów dostały się do domów jurorów. Są zdenerwowane. Lecz też przygnębione. Niedawno ustalili kiedy ma być pogrzeb ich koleżanki. Dzisiaj wszyscy mieli stawić się u adwokata. * --->
-No i chyba na tym koniec. Rzeczy pani Monic Street znajdują się w bloku przy ulicy Raven 34 mieszkania 12. A reszta w domu pana Maslow’a. – uśmiechnął się prawnik-  a i jeszcze! Prosiłbym aby wszyscy wyszli, oprócz panny ehm… Meggie Margaret Tibii i Jamesa Davida Maslowa.
Co? Wszyscy wyszli, a ja i James zostaliśmy. Mężczyzna włożył płytę do DVD i kliknął play. Nagle na ekranie pojawiła się w Monic w szpitalu. To po to jej była ta kamera!
-Słuchajcie mnie uważnie. Meggie. Dużo myślałam o tym co mi powiedziałaś na gali. Wiesz w nocy, gdy nie mogłam usnąć wymyślałam to co mogę ci powiedzieć.  Dlaczego nie możesz spróbować? Jesteś wspaniałą dziewczyną. Zaryzykuj. – uśmiechnęła się szeroko i po chwili kontynuowała- Jamesie i Magdo… pasujecie do siebie. Oboje jesteście ryzykantami, szalonymi ludźmi, lubicie zabawę. Dominujecie. Uwielbiam was za to. Mimo, że znałam cię niedługo, uważam że jesteś  moją przyjaciółką. Rozumiem, że Julka jest ważniejsza, ale zaufałaś mi, a ja tobie. Tylko ty mnie przekonałaś, że mogę się bawić. I zobacz. Tatuaż się prawie zagoił! – niedawno byłam z nią w studiu tatuaży i zrobiła sobie napis „Be Sexy” .  Ja zrobiłam sobie kolejny. Małą nutkę obok pępka- Rozumiem, jeśli od razu nie rzucicie się sobie w ramiona. To będzie szok jak umrę. Choć byłam na to gotowa od tych kilku lat. Ale pamiętajcie- jeśli się kochacie lub dopiero zakochacie nie czekajcie całe życie. Musicie walczyć o siebie nawzajem. Bo inaczej zrobię wam Paranormal Activity! – pogroziła palcem. Wysłała buziaka i film się wyłączył.
Wyszłam stamtąd szybko i usiadłam z kierownicą jednego z samochodów. Wyjechałam szybko z parkingu i wróciłam do domu. Chłopcy jeszcze nie zdążyli wrócić, a ja ugotowałam obiad. Wzięłam sobie mleko i płatki i poszłam do siebie na górę. Włączyłam jakiś horror i żarłam płatki na sucho co jakiś czas popijając mlekiem.
-Mogę wejść? –zapytała July zza uchylonych drzwi.
-To też twój pokój.
-Ale jesteś w dziwnym nastroju. Co jest?- opowiedziałam jej o nagraniu, i rozmowie z Monic na gali. Nie miałyśmy czasu rozmawiać. Moja przyjaciółka nie siedziała przy Street tak często jak ja. A jak byłam w domu to spałam, lub jadłam. Ona gdzieś wychodziła. A co było dziwne Kendall też wychodził… Ale mniejsza o to.
-Jejku. Ale skoro Monic tak sama mówi, to znaczy że chyba będziesz z Jamesem?
-Zależy czy on coś do mnie czuje.
-Ojj! Nie widziałaś jak na ciebie patrzy? 
-No niby jak?! Mniejsza o to...
-Idziesz z nami na kręgle?
-Nie, zostanę.
-Okey. Trzymaj się.- moja przyjaciółka przytuliła mnie i pocałowała w policzek.
Po chwili wyłączyłam komputer i schowałam jedzenie do szafki obok łóżka. Tak na czarną godzinę. Przebrałam się i zeszłam na dół, myśląc że nikogo nie ma. Pisałam sms’a do mojego brata, rzuciłam się na kanapę i usłyszałam czyjś krzyk. Szybko się podniosłam i przez przypadek wypuściłam telefon z ręki. James tam leżał i łapał się za swój czuły punkt.
-Kobieto! Już wiem dlaczego się wszyscy ciebie boją!
-Boże! Przepraszam! James! Nie chciałam, to było niechcący. Tak mi przykro!
-Nie martw się już. Poboli i przestanie. – uśmiechnął się do mnie z grymasem bólu, a mnie serce się rozpłynęło. Usiadłam obok niego. Panowała trochę dziwna atmosfera. Nie tak powinno być. Monic nie było z nami tydzień, a ja wciąż słyszałam jej śmiech w uszach. Nie dożyła imprezy dla Tatiany. Jutro kończy 20 lat. W sobotę miała być impreza. 
Było dziś gorąco, jak na kwiecień, więc wyszłam na dwór. Położyłam się na trawie i oglądałam chmury. Po chwili dołączył do mnie długowłosy. Leżał bokiem podpierając się ręką i patrzył na mnie.
-Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem- powiedział smutno i uśmiechnął się blado.
-Tylko, że ty byłeś na to gotowy.
-A myślisz, że wiedziałam, że na gali zasłabnie i umrze kilka dni później?
-No nie…
-Widzisz. Strata bliskiej Ci osoby jest ciężka…
-Szczególnie, że ta osobę znało się od małego.
-Dokładnie- mruknął- Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym cytrynko.
-Ale o czym?
-Hmm... a może masz kogoś na oku?
-Może- uśmiechnęłam się.
-Oh… opowiedz mi o nim.
-Jeny. Co to komisariat?
-Jak nie chcesz…
-Chcę.- na mojej twarzy zagościł „banan”- Co tu powiedzieć. Ma piękne zielono-czekoladowe oczy, które powodują u mnie palpitacje serca. Tonę w nich za każdym razem, gdy patrzę mu w nie. Jest umięśniony, a ja w jego objęciach czuję się bezpieczna. Wreszcie ktoś opiekuję się mną, a nie ja bronię kogoś. Różowe usta błagają, aby je pocałować. Za każdym razem mam ochotę to zrobić, ale się trochę…denerwuję. Gdy się uśmiecha po moim ciele przechodzi dreszczyk przyjemności, a wnętrze zalewa fala gorąca. A jego widok czuję motylki i mam gęsią skórkę. Nie jestem wtedy sobą, on mnie zmienia. Choć tego nie widać, w środku czuję się inna. I to chyba nie tylko podobanie się czy zauroczenie. Jego smutek to mój smutek, jego radość jest równa mojej radości. Ja go chyba … tak. Ja go kocham.- po tych słowach wstał i ruszył w kierunku domu. Pobiegłam za nim.
-Powodzenia- mruknął.
-Co ci odbiło?!- krzyknęłam. On szedł na górę- Stój! Bo cię ugryzę!
-Nie ośmielisz się…
-Chcesz sprawdzić?
-Nie…
-O co ci chodzi?
-Nie wiem…
-Zazdrosny- zapytałam.- Ale o co? Jesteś aż tak głupi?
-Ale…
-Nie domyśliłeś się, że chodzi o ciebie?!
-Co…?- zapytał zdezorientowany. Ładowanie. Trzeba czekać…- CO?
-Tak idioto- podleciał do mnie i zakręcił kilka razy wokół własnej osi.
-Nie wierzę.
-To uwierz- mruknęłam i zaczęłam zbliżać twarz do jego ust. Dzieliły nas milimetry, aż nagle weszła Angela.
-Zapomniałam… och…przepraszam. Idę!
-Cholera- mruknął Maslow i skończył to co ja zaczęłam. Trwaliśmy tak kilka minut. Akurat staliśmy przy drzwiach, więc w pewnym momencie wypchnęłam go na deszcz i zamknęłam drzwi.
-Wpuść mnie!
-Nie. Podmokniesz. – miał dwie pary drzwi. Wewnętrzne drewniane i drugie z siatki, więc mogłam go oglądac.
-Wpuść mnie małpo! Włosy mi przemokną.
-Nie.- Zaczął się denerwować i poszedł za dom szukać miejsca schronienia. Haha bardzo mu dobrze… ale zaraz. On miał boczne drzwi! Odwróciłam się, a on szedł w moją stronę.
-Sprytne zagranie, panno Tibia.
-Och… panie Maslow. Nie spodziewałam się pana tutaj- przełknęłam ślinę, a on podszedł i mnie mocno pocałował. 
-Nie spowiedziałaś się mnie w moim domu?- Nagle drzwi się otworzyły, a ja wylądowałam za nimi. Szybko je zamknął i poszedł na tyły domu i tam też przekręcił kluczyk. Cholera. Magda myśl. Coś co może go zaskoczyć.
-Puść „Umbrella”!
-Po co?
-Włącz.- po chwili z salonu zabrzmiała Rihanna. Uchylił okno, żebym lepiej słyszała i wskoczyłam na jego samochód i zaczęłam tańczyć. On tylko otworzył buzię i wpatrywał się we mnie.
*** (Oczami Jamesa)
Co ta dziewczyna robi? W sumie: przecież ją znam. Mogłaby zrobić coś gorszego. Usiadła okrakiem na takim wielkim samochodzie. Wow. Niezły szpagat. Piosenka ustała, a ja się odwróciłem i otrzepałem jeszcze mokre dłonie. Lecz nagle usłyszałem otwieranie drzwiczek samochodowych. Cholera… czy ja zostawiłem kluczki w środku? Odpowiedź nadeszła po chwili: włączyła silnik. Wybiegłem z domu i przerzuciłem ją sobie przez ramię. Ona zaczęła się śmiać. Znowu jestem mokry. Wyłączyłem silnik i zabrałem klucze. Wróciliśmy do domu. Postawiłem ją, a ona zaczęła się znowu śmiać.
-Mój brzuch!- pisnęła i upadla na kolana.
-Z czego tak się śmiejesz cytrynko?
-Bo tak się tym samochodem przejąłeś? Co ja takiego mogłam zrobić?
-No wiesz, jesteś nieprzewidywalna.
-Dobra. A teraz się rozbieraj.
-Co?! Nie żeby coś, ale… CO?!
-Wszyscy tylko o jednym! Robimy sałatkę owocową. Ale najpierw umyję nogi. Wyjmij wszystko z lodówki. – pobiegła na górę. Okey… ja umiem robić tylko omlety. Co my tu mamy? Kiwi, truskawki, brzoskwinie, winogrona i ananasy. Do tego jogurt naturalny. Po chwili Magda już wróciła i zrobiła mokre plamy na podłodze.
-Co zrobiłaś? Sprzątasz.
-Ja tu gotuję. Widzę, że mamy truskawki. Czyli obieramy!- zdjęła spódnice i koszulkę i podeszła do zlewu. Nie wiedząc co robić podszedłem do niej i pomogłem. Spróbowałem jedną. Pycha… słodziutka.
-Nie podjadaj!- pisnęła i rzuciła mnie jedną z nich.
-Czyli tak się bawimy?!- wziąłem garść słodkich, czerwonych owoców. Zacząłem ją nimi rzucać, a ona uciekała.
-Ej! To nie fair! Ja nie mam amunicji!
-Masz 10 sekund!- pobiegła do kuchni i zabrała całą miskę. W między czasie pokazała mi język. Uciekła do salonu. Ja poszedłem powoli za nią i zacząłem się rozglądać. Gdzie ona zniknęła? Nagle poczułem zimne truskawki w moich spodenkach i śmiech szatynki. Odwróciłem się, ale jej już nie było. Cholera! – Taka odważna, a się chowa?
-Nie prowokuj mnie Maslow! Po prostu jestem sprytniejsza!- pisnęła z góry. Wlazłem po schodach i wszedłem do mojego pokoju. Ona stała tyłem przy oknie. Podszedłem powoli do niej. Miska leżała na mojej półce, więc wziąłem garść truskawek i zgniotłem je w ręku.  Cicho, powolutku, na paluszkach zbliżyłem się i wmasowałem zgniecione owoce we włosy Tibii. Ona krzyknęła i dostałem sokiem w twarz. Ona w tym czasie uciekła.
-Dobre zagranie! Jak chcesz mogę ci potem te włoski umyć!
-Nie potrzebuję twojej pomocy!- głos dobiegł z jej pokoju. Wlazłem tam, a ona stała na balkonie z miską. Zaczęła nimi mnie rzucać, ale ja wyrwałem jej naczynie z rąk. Ona się tylko sprytnie uśmiechnęła i stanęła na barierce. Co ona chce zrobić?! Nie, nie, nie! Bardzo się przeraziłem. Ona wyskoczyła. Serce zaczęło mi łomotać. Podbiegłem do barierki i okazało się, że wpadła do basenu. Za blisko położonego wyjścia. Głupi architekci. Zbiegłem na dół i wpadłem w Magdę, która była cała mokra. Znowu zacząłem ją rzucać, a ona udała się na dwór. Lataliśmy wokół grilla, aż nagle ona mnie wepchnęła do jacuzzi.
-Osz ty małpo!
-Znowu jesteś przeze mnie mokry- wystawiła mi język i pobiegła do domu. Zaczęłem czegoś szukać w krzakach. Nie pająki- to by było wredne. Zerwałem pokrzywy rosnące przy płocie i udałem się do domu.Ona mokra i czerwona obierała kiwi, a ja podszedłem  i zacząłem ją łaskotać po plecach. O dziwo nie krzyczała i nie drapała się.    
-Mając 3 braci w domu jesteś przygotowany na wszystko. Czasami nawet nie robili tego co ja. Nie skoczyliby z pierwszego piętra do basenu.
-Wiesz jak się bałem?!- po cichu otworzyłem lodówkę. Mleko sojowe! Po chwili włosy Magdy były zmieszane również z truskawkami. Sok z brzoskwiń zaczął ściekać jej po plecach, a ja poczułem kwaśny smak kiwi. Oberwałem również jogurtem naturalnym po fryzurze i twarzy. Zabawa rozpoczęła się na nowo. Po kilku minutach Meggie siedziała na mnie w korytarzu i rozgniatała orzechy na moim brzuchu. Po chwili usłyszałem chrząknięcie Kendalla. Meg przestała chichotać i spojrzała się na drzwi.Wszyscy tam stali z otwartymi buziami i gapili się na nas zdziwieni. 
-Co wy tu robicie?-spytał Carlitto
-Sałatkę- odparliśmy równo.
-Nie jetem najlepszą kucharką... ale chyba orzechy rozgniata się na stole  w kuchni, a nie na brzuchu chłopaka w korytarzu...
-Masz racę Julio. Ale nie do końca. On nie jest moim chłopakiem.
-CO?!-zapytałem równo z kuzynką.
-Nie zapytałeś się mnie o chodzenie. Ja jestem przywiązana do tradycji, więc nadal jestem wolna- uśmiechnęła się szeroko i uniosła ręce w geście obronnym.
Złapałem ją za nadgarstki i przewróciłem pod siebie. Mocno pocałowałem w usta i mruknąłem na ucho "Jesteś moja. Nikomu cię nie oddam", ale niestety Kendall ZNOWU nam przerwał.
-Możecie takie sceny u siebie w pokoju? Wiecie mnie to lekko obrzydza- blondyn zrobił krzywą minę, a reszta się zaśmiała. Usiadłem i założyłem ręce na piersi i popatrzyłem się po każdym.
-Chcecie sałatki?- zapytała Magda.
-No chyba nie będziemy z was tego zlizywać?!- pisnęła Julka
-My zrobiliśmy jakąś sałatę?- byłem skołowamy
-Jak ty pokrzywy zrywałeś. Truskawek brakuję, ale...maliny też są dobre.
-Szybka jesteś.
-No wiem. I ładna. I urodzona kucharka. No i przede wszystkim seksowna.
- I skromna.-dodałem
-Moja skromność dorównuję twojej. - pokazała mi język. Ja wstałem i podałem jej rękę, wstała i poszła do kuchni.
-James.. możesz się ubrać?- powiedział Kendall zasłaniając oczy- wiesz..przypomina mi się ta nieszczęsna gra w butelkę. Bleeh.
Ciarki mnie przeszły po ciele. Magda podała sałatkę i poszła się wykąpać.
-Teraz przydałaby się wanna, a nie prysznic!-pisnęła
-Ja mam wannę-mruknąłem, a ona zmierzyła mnie wzrokiem.
-Mogę skorzystać? Twoja odpowiedź: oczywiście. - uśmiechnęła się szeroko i wbiegła do mojego pokoju.
30 minut później wyszła z łazienki w moich bokserkach i szlafroku. Oprócz tego miała swój stanik.
-Nie pytaj- mruknęła.
-Wyglądasz seksownie. - dodałem i sam wszedłem do łazienki. Poczułem zapach truskawek  i brzoskwini. Mmm... Rozebrałem się szybko (bo miałem na sobie tylko dwie rzeczy) i nalałem sobie gorącą wodę. Siedziałem tak chwilę, aż nagle do środka weszła Meg. Posłałem jej zdziwione spojrzenie. Ona usiadła na szafce i zaczęła machać nogami. Cały czas była w moich rzeczach.
-Co tu robisz?
-Siedzę.
-To widzę, ale po co?
-Bo się zastanawiam. Jesteśmy razem czy nie?
-Chyba tak. - w zasadzie: sam nie wiedziałem.
-Hmm... wiesz, że masz wygodne łóżko? I polubiłam twoją wannę...
-To przenieś rzeczy tutaj. Proste.
-Czemu nie-obdarzyła mnie swoim pięknym uśmiechem i wyszła. Serce cały czas waliło w mojej klatce. I nie dlatego, że dopiero co nasza gonitwa się zakończyła, tylko że ta dziewczyna do tego doprowadziła.
***(rano, oczami Magdy)
Wyszłam z pokoju Jamesa. Całą noc spałam wtulona w je nagą klatkę i wdychałam zapach jego żelu. Udałam się obudzić Julkę, żeby poszła ze mną biegać.
-Wstawaj śpiochu- krzyknęłam i zapiałam blondynce w ucho- Wstawaj!
-Już!-mruknęła-Nie możemy sobie dziś odpuścić?- zapytała zakrywając się kołdrą.
-Nie!- ściągnęłam z niej nakrycie- muszę iść na zakupy!.
-Proszę. Nie jestem w nastroju- zrobiła błagalną minkę. Rzuciłam w nią kołdrą, a ona zaczęła się śmiać.
Włożyłam słuchawki do uszu i wybiegłam z domu. W kółko słuchałam "Jesus of Surbia" Green Day'a. Weszłam do sklepu i zrobiłam duże zakupy, bo miałam zrobić mini pizzerki na cieście francuskim i panna cotta truskawkowe. A truskawki było potrzebne, po wczorajszych wygłupach z Jamesem. Nadal nie mogłam uwierzyć, że moim chłopakiem jest młody bóg nastolatek! Podchodząc do kasy zatrzymałam się przy stoisku z gazetami."Pierwsza dama leci do Afryki". NUDY! "Cena ropy rośnie". PODWÓJNA NUDA!  "Nowa dziewczyna Kendalla Schimidt'a- czy już pogodził się ze stratą ukochanej?" NUDYY... zaraz zaraz... wróć.
-CO?!- pisnęłam w moim ojczystym języku i wszyscy zwrócili się w moją stronę. - Przepraszam.
Wściekła zapłaciłam i wyszłam stamtąd. Schowałam czasopismo do torebki i wsiadłam do taksówki. 
-WSTAWAĆ!- krzyknęłam waląc łyżką w garnek. 
-Co jest?- ziewnął Carlos drapiąc się po głowie. Nie odpowiedziałam mu, tylko czekałam na naszą dwójkę. 
-Znowu mnie budzisz?-zaśmiała się Juliet.
-Oj! Nie długo ktoś inny cię będzie budził- powiedziałam moim słodko-wściekłym tonem uśmiechając się.Wszyscy na mnie spojrzeli, oprócz blondyna i mojej przyjaciółki. Oboje zaczerwienili się i spojrzeli po sobie-Albo nie pozwalał usnąć.
-Czekaj, bo nie nadążam. O co chodzi?
-Wiecie, że tylko my nie wiemy?-wyciągnęłam gazetę i rzuciłam na blat. Wszyscy się wokół niej zebrali czytali z rozdziawionymi buziami.
-"Po tym jak Kendall Schmidt (21 l) pojawił się na gali ze swoją kuzynką było wiele plotek na temat jego zerwania z Olivią Mistletoe (20l) . Prawdopodobnie okazały się one prawdą, bo dnia 31 marca młody piosenkarz i aktor był widziany z nieznaną nam dziewczyną w parku. Mieliśmy przypuszczenie, że to tylko znajoma  lecz był widziany z nią codziennie w różnych miejscach. Czy chłopak z zespołu "Big time rush" szybko się otrząsnął po zerwaniu? "- przeczytał Logan.
-Jak długo?- rzuciłam ostro
- Tydzień- szepnął Kendall patrząc na swoje stopy.
-Kiedy chcieliście nam powiedzieć? W tym tygodniu? Miesiącu? ROKU? Czy w ogóle? Wolicie, żebym czytała o was  gazetach?!
-Nie... tak wyszło. 
-O Olivii powiedziałeś nam od razu- mruknął Jimmy z nutą niedowierzania. 
-Przepraszamy- szepnęli winni.
-Dobra, kto jest głodny?- zapytałam, a reszta popatrzyła się na mnie jak na debila. Westchnęłam- moja złość minęła wasza nie?- spojrzałam na każdego z osobna, a oni tylko wzruszyli ramionami i poszli za mną do kuchni
Po drodze przylałam Julce gazetą, a jej chłopakowi ręką. 
-Szczęścia- mruknęłam i pocałowałam ich oboje w policzek. 
-Putain!- pisnęła Francuzka w swoim ojczystym języku. 
-Tatiano! Jak ty się wyrażasz- zaśmiałam się.
-Zobacz- zawołała. Miała włączonego laptopa. Na YT  był filmik z naszej gry. Jak Kendall i James się całują. Z Kendalla konta...?
-Kendall?!-zawołałam, a on przybiegł z talerzykiem w ręku i spojrzał na monitor. Moja pyszna panna cotta leżała na podłodze. Opis był bardzo ciekawy...
Wreszcie mogę powiedzieć wam prawdę. Od dawna się z tym kryłem. Ja i James jesteśmy razem.
A pod spodem komentarze typu "Jendall 4ever <3" lub "Wiedziałem!" albo "Alvays and forever Kames" a najlepsze "Szczęściaa :**"
-Olivia znała moje hasło. Ale skąd ona to miała?! Przecież jej z nami nie było...
-Ej wiecie gdzie jest moja kamera?-krzyknęła July zbiegająca po schodach.
-To masz odpowiedź- dodałam i usiadłam na krześle. 

14."Nerwy dobrze. Ale z sercem trochę gorzej." by Julkaa

Jestem zestresowana!
Właśnie z Magdą szykowałyśmy się na kolejną cześć castingu. Latałyśmy po całym domu .Miałyśmy zaśpiewać piosenkę Michaela Jacksona-Dirty Diana. Cały czas podśpiewywałam sobie utwór żeby nie zapomnieć słów, ani melodii. Chłopcy już byli  na miejscu i brakowało mi optymistycznego głosu Kendalla. Jego "Dasz  radę. Liczę na ciebie." odbijało się echem w mojej głowie, a serce rozpływało się na myśl o pocałunku złożonym na moim czole przez niego. Nadal nie mogłam uwierzyć, że Kendall Schmidt aktor, piosenkarz, idol nastolatek, seksowny i przystojny mężczyzna o cudownych zielonych oczach jest moim chłopakiem. 
-Gotowa?-krzyknęła Magda
-Prawie-odparłam i uczesałam włosy.
Strój Julka:
Magda:
-Julka pospiesz się! Rusz ten swój tłusty tyłek i chodź.-krzyczała moja przyjaciółka.
-Udam, że tego nie słyszałam-spojrzałam na nią i zeszłam na dół. Wsiadłam do samochodu od strony pasażera, zresztą jak zwykle. Po chwili doszła Meg, usiadła za kierownicą, włączyła silnik i wyjechała samochodem z podjazdu. Siedziałam wpatrując się w szybę, oglądając charakterystyczne obrazy dla  Los Angeles. Tłumy ludzi, którzy przeciskają się między innymi, aby zdąży do pracy. Dziewczyny wychodzące z galerii z rękoma obładowanymi zakupami. A propos zakupów: muszę sobie kupić nowe buty. Zapach benzyny, który przyprawia mnie o mdłości, rozchodził się po całym LA. Moje myśli cały czas skupiały się wyłącznie na Kendallu.3 dni. 31 marca. Od dzisiaj uwielbiam ten dzień. Dojechałyśmy w mgnieniu oka. 
-To idziemy- uśmiechnęła się Meg i zgasiła silnik. Wysiadłam z auta i udałam się do drzwi. Jednak nie weszłam od razu do środka. Przystanęłam przed wejściem i wzięłam kilka głębokich oddechów.
-No iiiidź!- pisnęła moja przyjaciółka w ojczystym języku.
Udałyśmy się do tej samej dziewczyny co przyjmowała zgłoszenia. Zapisała, że już jesteśmy i powiedziała coś przez mikrofon zamocowany przy jej uchu. 
-Wiecie jakimi jesteście szczęściarami? Jest 70 zespołów.Samych zespołów. A Michel wstawia się za wami. Broni was. Ciągle opowiada. - popatrzyłyśmy po sobie z Magdą. Coś tu nie tak.Ale mniejsza o to. Poszłyśmy w kierunku  sceny. Miałyśmy niedługo występować. Nagle rozległ się odgłos kłótni. Chciałam sprawdzi o co chodzi, ale moja przyjaciółka mnie powstrzymała.
-Stój.- powiedziała i nadstawiła ucho. Zrobiłam to samo.
-My do siebie pasujemy! Musisz do mnie wrócić!- krzyknęła Olivia, a mnie serce na chwile się zatrzymało.
-Nie. Idź stąd. Jestem w pracy. 
-Obiecaj, że ze mną porozmawiasz- blondynka miała głos jakby płakała.
-Zastanowię się. A teraz idź.- i nagle zza kotary, przy której stałyśmy wyszła Olivia. Gdy mnie zobaczyła mina od razu się jej zmieniła.
-Jeszcze tego pożałujesz, dziwko- syknęła mi w twarz- Jesteś sztuczna, nie umiesz śpiewa i się tylko popisujesz.
-To samo mogę powiedzieć o twoim wyglądzie, a w szczególności o cyckach. No oprócz tego, ze nie umieją śpiewać. bo to naturalne.- uśmiechnęłam się sztucznie i ruszyłam do chłopaków. Kendall opierał się o ścianę, trochę przygnębiony.
-Ja to załatwię- powiedziała Magda i podbiegła do niego. Chwile pokrzyczała, uderzyła w głowę i zaczęła łaskotać. Potem posłała mu swoje spojrzenie "zastanów się!" i odeszła. Zawsze mi się zdawało ze ona ma jakiś laser w oczach, który zmienia ci nastrój, bo blondyn od razu się uśmiechnął i podszedł do mnie.
-Witaj księżniczko! szepnął mi na ucho- Jak nerwy?
-Nerwy dobrze. Ale z sercem trochę gorzej.Wiesz, zawsze tak reaguje jak cię widzi- uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam mocno- nie widziałam cie kilka godzin i bardzo tęskniłam. To trochę dziwne.
-Dla mnie nie. To urocze-mruknął mi na ucho, a ja cala się rozpłynęłam. Odepchnęłam go od siebie i ruszyłam do reszty, która patrzyła się na nas podejrzanie. 
-Cover girls!- krzyknął Carlos i nas przytulił. Głupie kamery. Czułam się trochę... niekomfortowo. -Idźcie już- powiedział ciszej, tak abym tylko ja i Meg to słyszała. Wbiegłyśmy na scenę i od razu zabrzmiała muzyka. Serce waliło mi jak oszalałe. Jesteśmy tylko 1 z 70 zespołów. Szanse są male. Nie było publiczności. Castingi zamknięte. Cale szczęście. Skupiłam się tylko, żeby nie pomylić tekstu.Przynajmniej próbowałam. Ostatnia zwrotka nie najlepiej mi wyszła.
-Dziękujemy. A teraz poczekamy na kolejne 19 zespołów i ok. 100 wokalistów.- powiedziała trochę z wyrzutem Amanda. 
Cala załamana zeszłam na dol  wszyscy się do mnie rzucili. 
-Było ok! zawołał Logan, po czym dostał od Jamesa w głowę.- Au!
-Nie było ok! Było super! Nikt nie pobije króla popu, a to było fantastyczne!- zawołał długowłosy.
-Ja tez tu jestem!-zawołała moja przyjaciółka i wszyscy podbiegli do niej. Jedynie Kendall został przy mnie.
-Ej. Nie denerwuj się. Było wspaniale.- złapał mnie za ramiona. Lecz ja stałam sztywno i się nie ruszałam.
-Jestem sparaliżowana.- powiedziałam po chwili, a on się zaśmiał.
-I try to speak but girl you got me tongue-tied
I try to breathe but I'm f-f-f-frozen inside
I try to move but I'm stuck in my shoes
You got me paralyzed, paralyzed, p-p-p-paralyzed
I see you walking, but all you do is pass me by
Can't even talk, cause words don't come into my mind
I'd make a move if I had the guts to
But I'm paralyzed, paralyzed, p-p-p-paralyzed- zaśpiewał dla mnie. Cicho, na ucho, ale dla mnie.To było urocze. Przytuliłam go i wróciliśmy do reszty.
-Nie chcę was wyganiać, ale- zaczął Logan.
-Mamy stąd iść?- zaśmiałam się.
 -... wszedł kolejny wokalista i jego tez musimy wspierać- skończył, a ja czułam jakbym się zapadała pod ziemie. 
Usiadłyśmy z innymi ludźmi i czekałyśmy zniecierpliwione. łaziłyśmy z kąta w kąt. 
-Idę coś zjeść - krzyknęła po pewnym czasie Magda i gdzieś poleciała  Ja zdezorientowana stałam w miejscu. Nagle wróciła z jakąś kartka.
-Carlos chce taco, Logan 2 bułki słodkie, James sałatkę z pieczywem czosnkowym, Kendall 2 naleśniki. A ty co chcesz?
-Eee... spaghetti?- nie wiedziałam o co jej chodzi.
-Ja jadę do domu coś przynieść. 
-Och... spoko.
Magda wybiegła. Zostałam sama. Chłopcy siedzieli przy scenie. Nosz!
Po jakiejś godzinie wyszedł Logan.
-Zostało 6 wokalistów i 2 zespoły  Zostały przydzielone grupy. Jak któryś  z nas zawoła numer grupy, te osoby przyjść na scenę i dowiedzą się czy są w szczęśliwej 15. - Loggy zaczął wyczytywać osoby z poszczególnych grup.
Ja z Magdą byłyśmy w ostatniej. Z tylko jednym zespołem  Byłam przerażona. Nagle wbiegła zdyszana szatynka. Rzuciła mi torebkę, a ja z refleksem ja złapałam. Spaghetti bez mięsa. Mniam. Sama wróciła i zaczęła jeść swoją porcje.
-Zamówienie zostało spełnione?- zapytałam.
-wszystkie co do jednego!- odparła z pełna buzia, a ja jej w tym czasie opowiedziałam  wyznaczeniu grup.
-Czyli oznacza, ze albo my przejdziemy, abo oni- podsumowała. Czekałyśmy kolejna godzinę oglądając jak zza drzwi wychodzą zapłakani ludzie. Ciarki mnie przeszły. Nagle z głośnika zabrzmiał głos Jamesa. Nasza kolej. Przełknęłam ślinę i ruszyłam do sceny.P drodze zatrzymał mnie Kendall.
-Zostało ostatnie miejsce dla zespołów  Powodzenia- puścił moja rękę  a ja z przerażeniem weszłam na scenę  Po drugiej stronie stało 6 dziewczyn. 
-Mieliśmy strasznie trudny wybór. Pewnie jesteście ciekawi kto przechodzi?- zapytał Hugh- Otóż nadal nie wiemy. 
-Wymyśliłam, ze zrobimy krotki konkurs na znajomość piosenek. Będę pokazywać palcem zespól i mówić tytuł jakiejś piosenki. Wy śpiewacie dowolny fragment zwrotki  refren, wstęp cokolwiek. I śpiewacie dopóki wam nie przerwę  każdy zaśpiewa po 5 piosenek. Znaczy fragmentów  No wiecie o co chodzi? To zaczynamy- palec wskazujący powędrował na nas i rozległ się dźwięk głosu Amandy- "Love the way you lie". 
Popatrzyłam się na moją przyjaciółkę i zaczęłam śpiewać, a ona dołączyła się do mnie po chwili.
-Just gonna stand there and watch me burn,
But that's alright because I like the way it hurts.
Just gonna stand there and hear me cry,
But that's alright because I love the way you lie, I love the way you lie.
I love the way ...
-Już.- przerwał nam Michel- "Whenever, whenever"- spojrzały po sobie i jedna zaczęła śpiewać:
Lucky you were born that far away so
We could both make fun of distance
Luck that I love a foreign land for
The lucky fact of your existance
Potem druga dośpiewała dalej:
Baby I would climb the Andes solely
To count the freckles on your body
Never could imagine there were only
Ten Million ways to love somebody.
Ogólnie śpiewałyśmy jeszcze Bruno Marsa, Beyonce, Ke$he i Cover girl (zasługa Carlosa). Cały czas łomotało mi serce, głowa pulsowała, a gardło bolało. Gdy drugi zespól skończył śpiewać "toxic" to jury przeszyło wszystkie nas wzrokiem. Aż się wzdrygnęłam. 
-No moje drogie. Dałyście z siebie wszystko, al tylko jedne przejdą dalej.- chwila ciszy.- Cover girls, przykro mi.Będziecie musiały spakować walizki i powstrzymać łzy, bo jesteście w szczęśliwej 15!- pisnęłam z wrażenia  wskoczyłam mojej przyjaciółce na plecy.
-Jedź mój wierny rumaku!Jedź ku zwycięstwu - krzyknęłam a ona mnie zrzuciła. podbiegłam do dziewczyn i je wszystkie uściskałam  - sorki.Gdy wygrywam to mi odwala. W sumie: jak przegrywam to tez. 
Zbiegłam ze sceny i dołączyłam do Magdy i chłopaków, którzy tuląc się skakali. 
-Gratulacje!- powiedział Kendall i mnie przytulił po czym poszedł do Mady, a mnie "zajął" James.  

13. "Niech Ci Bóg w dzieciach wynagrodzi! " by Julkaa

A teraz dziękuję wszystkim dziewczyną, które to czytają <3
Znaczy ja i Magda 
Bez was nie byłoby tego bloga. Jesteście dla nas motywacją i dzięki wam to robimy <3
A teraz zapraszam na 13 rozdział ;) (podobno pechowa 13, ale wy ocenicie) i pozdrowienia dla wszystkich zakochanych w Kendallu <3
**(Julka)
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno do pokoju mojego i Magdy. Wstałam, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się.  Zeszłam na dół.
-Hej wszystkim!- krzyknęłam.
-Cześć- odpowiedzieli wszyscy razem.
-Wyglądasz jak flaga.- zaśmiał się James.
-Tylko, że polskiej narodowości.- odrzekłam
-Jedna flaga, druga kosmos. Maskara z tymi dziewczynami- machnął ręką Kendall
.- Madzia, kochanie. Zrobiłabyś mi śniadanko?
-Teraz to chyba obiad- odpowiedziała i poszła do kuchni. Mistrz ciętej riposty pomyślałam. Spojrzałam po wszystkich. Brakowało mi Monic. Nie wierzę, że umarła zaledwie wczoraj.
-Mniejsza z tym jestem głodna. – dodałam, gdy ona się wychyliła do mnie.
-Okey. A co chcesz?
-Jedzenie!
-A może konkrety?
Po pięciu minutach przede mną stały omlety z nutellę i bitą śmietaną.
-Dziękuję!- powiedziałam i wysłałam jej uśmiech- Niech Ci Bóg w dzieciach wynagrodzi!
-yhym…?- mruknęła zdziwiona. Nie miała najlepszego humoru.
Zjadłam, zmyłam brudne naczynia cały czas przypominając sobie Monic. Wróciłam do reszty i usiadłam w czarnym fotelu.
-Jak ja nienawidzę zmywać!- rzekłam.
-Wiesz, że tutaj jest zmywarka?- zapytał James.
-Jestem tu 15 dni i dopiero teraz się dowiaduję!- pisnęłam z niedowierzaniem.
-Dobra, dobra. Przepraszam. Tylko się na mnie nie rzucaj!- powiedział trochę przestraszony.
-Co dziś robimy?- przerwał nam Logan.
-Może kino?- zaproponował Kendall. Wszyscy się zgodzili. Uzgodniliśmy, że pójdziemy o 3 po południu. Poszłam więc na górę i włączyłam laptopa. Chciałam poćwiczyć chwyty do „Rehab” Amy Winehouse. Wzięłam gitarę i zaczęłam śpiewać, cały czas grając na instrumencie. Powtórzyłam tak jeszcze kilka razy. Aż nagle zorientowałam się, że jest 2:40. Przeczesałam włosy i zbiegłam szybko na dół.
-Gotowa!- krzyknęłam zdyszana zeskakując z ostatnich schodków.
-To możemy wychodzić!- powiedziała Ruda.
Tatiana, Logan, Carlos i Angelica pojechali jednym autem, a ja Magda, James i Kendall drugim. Maslow usiadł za kierownicą, a obok niego Schmidt. Ja z Meg oczywiście z tyłu. Dojechalismy w piętnaście minut. Chłopcy ustatali jakąś kolejność, więc teraz Latynos wybierał film. Po chwili wrócił i z uśmiechem powiedział:
-To idziemy na „Sinister”!
-OOO! To ten fajny horror!- pisnęła Meg podskakując.
-Nie nie nie! Nienawidzę horrorów!
-Dlaczego?- zapytał Loggy.
-Panicznie boję się takich filmów.
-Zostanę z tobą- powiedział Kendall, po czym zwrócił się do reszty- Możecie już iść. Spóźnicie się.
-Nie musisz. Mogę wrócić do domu i sobie co innego obejrzeć.
-Nie zostawię cię samej- powiedział groźnie, a mnie przeszły ciarki.- Może pójdziemy do parku, bo chyba nie będziemy tu tak siedzieli?- dodał.
-Ok.- odparłam nieśmiało.
Szliśmy rozmawiają o wszystkim i o niczym, co chwilę wybuchając śmiechem. Kawałek dalej zobaczyłam mężczyznę sprzedającego różne słodycze. Tak się zapatrzyłam w to, że blondyn musiał mnie wyrwać z zamyślenia łaskotkami.
-Poczekaj tam- wskazał ławkę stojącą obok stawu- Zaraz wrócę.- i pobiegł w stronę stoiska, a ja w kierunku wyznaczonego miejsca. Usiadłam na ławeczce i patrzyłam na kaczki pływające po wodzie. Szkoda, że nie wzięłam mojego szkicownika. Po chwili poczułam zimne dłonie na ramieniu. Odwróciłam się i ujrzałam Kendalla. Wrócił trzymając w rękach dwie zielone waty cukrowe i dwa różowe szejki z takimi śmiesznymi, powykręcanymi rurkami.
-Jak ty się z tym zabrałeś?- zapytałam, gdy siedział już obok mnie.
-Chciałem wziąć jeden duży koktajl i jedną watę, ale…
-Trzeba było tak zrobić- uśmiechnęłam się- Dziękuję.
-Nie ma sprawy.- dodał. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Było to dziwne, bo przed chwilą tak dobrze nam się gadało. Czy coś się stało? Moje przypuszczenia okazały się słuszne, bo Kendall po chwili powiedział:
-Juliet… a ty… no wiesz… wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
-Tak., sama byłam w takiej sytuacji.
A dokładniej: nadal w niej jestem. Choć w moim przypadku była to miłość od pierwszego usłyszenia. Wcześniej nie znałam Kendalla, ale go kochałam. Bardzo mi na nim zależało i nigdy nie przypuszczałam, że będę siedzieć z nim na tej samej ławce i jeść słodycze. Po chwili wyżej wymieniony mi przerwał:
-I jak sobie z tym poradziłaś?
-Nijak. A czemu pytasz?- zawahał się przez chwilę, a potem wystrzelił jak z armaty nie dopuszczając mnie do głosu:
-Bo wiesz. Od razu tam na lotnisku spodobałaś mi się, ale wtedy byłem z Olivią. Potem jeszcze na gra, gdzie się całowaliśmy i gdy mi pomogłaś przy tej zemście. Te wszystkie pocałunki, były dla mnie wyjątkowe. Tak jak i ty. Jesteś cudowna. Nie jesteś dla mnie tylko zwykłą koleżanką, czy nawet przyjaciółką… no nie wiem jak to powie…- nie dokończył. W tym czasie mu przerwałam pocałunkiem.
-Nic nie mów.- powiedziałam po chwili.
-Gdybyś zawsze tak przerywała wszystkie moje bezsensowne paplaniny.- uśmiechnął się szeroko.
-To co?
-To byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na tej ziemi. – tym  razem on pocałował mnie. – Wiesz, że chyba się w tobie zakochałem?
-Wiesz, że chyba ja też?- odpowiedziałam i go przytuliłam. Siedzielismy tak wtuleni w siebie przez dłuższą chwilę, nic nie mówiąc, ciesząc się sobą. Nagle zadzwonił telefon:
-/Halo! Gdzie wy do cholery jasnej jesteście?!/- usłyszałam głos przyjaciółki.
-W parku. Już idziemy. – rozłączyłam się i spojrzałam na chłopaka.
-Musimy wracać?- zapytał z grymasem na twarzy.
-Niestety.
-A kiedy im powiemy?- zapytał z nadzieją
-O czym?- udawałam zdziwioną.
-No o nas!- pisnął błagalnie.
-Na razie nie. Wiesz… tak głupio. Monic dopiero co umarła, a my się cieszymy. Powinniśmy potrzymać choć trochę żałobę.
-Ok.- uśmiechnął się delikatnie i mnie pocałował. Wstał z ławki i podął mi rękę. Szliśmy w kierunku kina ok. 10 minut. Postanowiliśmy jednak wrócić na piechotę do domu, więc wysłałam sms’a Magdzie.
Byliśmy prawie przy domu Maslow’a, gdy zaczęło padać. I to nie był zwykły deszczyk. Tylko wielka ulewa. No kurde! Jestem tu 15 dni i ciągle pada. Znaczy… prawie. Pobiegliśmy do drzwi i już chciałam wchodzić, ale Kendall mnie powstrzymał.
-Poczekaj- powiedział i pocałował mnie namiętnie- Tak już na dobranoc.- puścił oko do mnie oko i wszedł do środka.
-No wreszcie! Martwiłem się o was. Co tak długo?- zawołał James z salonu.
-A która godzina?
-Za piętnaście ósma!- krzyknęła Magda i Tatiana równocześnie.
-Ale się zasiedzieliśmy!- zawołała Kendall i zaczął gwizdać.
-No coś za długo- zaśmiał się Logan
-Ha ha ha. Bardzo zabawne. Idę na górę się przebrać i trochę wysuszyć. – zawołałam i wbiegłam na górę.
Po kilku minutach siedziałam już w nowych ubraniach i ręczniku na głowie. Miałam zejść na dół, ale nagle ktoś wszedł do środka. To był mój chłopak.
-Wiesz, że nie chcę się kryć.- powiedział i mnie pocałował.
-Ale to nie będzie trwało długo.- przerwałam mu. To był również pokój Magdy, więc mogła tu wejść w każdej chwili.
-Dobrze. Dobranoc.- pocałował mnie w czoło i wyszedł. A zaraz po nim weszła moja przyjaciółka.
-Co…?- uniosła brew
-Nie pytaj.
-Ale dlaczego był smutny?

-Nie wiem.- skłamałam. 

12. "I ty myślisz, że od razu wskoczy mi w ramiona?" byy Magda

Dziękuję wszystkim za komentarze  Im więcej komentarzy tym większa motywacja i szybciej dodany rozdział <3 

< --- * Kolejny rozdział ode mnie. Kilka dni po zemście. Mam nadzieję, że wam się spodoba.  Proszę o komentarze i wpisywanie się do czytelników. To dla nas bardzo ważne. * --- >
Mam śliczną sukienkę.
Tak. Jest cudowna. Dziewczyny też pięknie wyglądają. 
Za godzinę będzie limuzyna, a Julka dopiero maluję Tatianę. Jeszcze ja i Angela. No i ona sama. Idę z Kendallem, ponieważ wreszcie zerwał z Olivią, a Julka była już umówiona z Kevinem. Ciekawe - jak bardzo będzie zła, gdy będę tańczyła z nim wolnego. Obiecałam Loganowi, że porozmawiam z Monic. I chyba dzisiaj będzie najlepszy moment.
-Ile jeszcze?!- usłyszałam głos Carlosa z dołu i tupot jego stóp.
-Nawet mi tu nie wchodź!- krzyknęłam. Żaden z nich nie widział nas w tych ciuchach. Teraz zaczął się wycofywać.
-Chodź teraz ty!- powiedziała moja przyjaciółka, a ja posłusznie odeszłam od lusterka i usiadłam na fotelu. Wszystkie siedziałyśmy w pokoju Jamesa, bo Monic miała największe lusterko i półkę. A, że blondynka ma wiele kosmetyków to było idealne miejsce…
40 minut później mój makijaż był gotowy. Ubrałam się i założyłam buty. Julka kończyła już siebie, a Monic spinała włosy.
-Dobra ja już schodzę!- powiedziała Tatiana. Po chwili usłyszałam okrzyk zdumienia Logana. Za nią poszła Angela, a Carlos zaczął dziwnie się śmiać. Ja poszłam jako 3 z kolei, a Kendall się uśmiechnął.
-Witam.- mruknął. Podał mi ramie i wyszliśmy na podjazd. Po chwili dołączyła Monic z Jamesem. Oczywiście Julka prawie się spóźniła, bo w ostatniej chwili upinała włosy. Kevin był bardzo zadowolony. Podobno on też brał udział w tej akcji.  Z tyłu było 9 miejsc, i jedno obok kierowcy.
-To ja idę do przodu- oznajmiłam i poszłam usiąść obok miłego, starszego mężczyzny. Całą drogę z nim rozmawiałam. Dowiedziałam się, że żona mu umarła, a córka od niego odwróciła. Nawet nie zauważyłam, aż byliśmy na miejscu. Wielki budynek, długi dywan, bramka pry wejściu, metalowe płotki wokół i pełno ochroniarzy. Paparazzi robili zdjęci kolejnym parą i osobistością.
-Czy to Bruno Mars?!- zapytałam z niedowierzaniem
-Oczywiście. To ja idę pierwszy- powiedział James i po chwili go nie było.
Następnie wyszedł Logan z Tatianą i Carlos z Angelą. Czyli te znane pary.
-Idziesz pierwsza!- pisnęła Julka, a ja przeszłam przez fotel do tyłu. – Serio musiałaś? – zaczęłam ją wypychać. Kevin nie był tak znany jak chłopcy, więc jego dziewczyna też. Spojrzałam na Kendalla on wyszedł i przytrzymał mi drzwi. Pocałowałam naszego kierowcę w policzek i zgrabnie wysiadłam z auta. Tak jak myślałam, reporterzy zebrali się i robili zdjęcia. Słyszałam wiele pytań: „Kim jest ta dziewczyna?” , „Długo jesteście razem?” , „Co z panna Olivią?” . Wkurzona podeszłam do jednego z nich i ze sztucznym uśmiechem powiedziałam:
-Nie jestem dziewczyną Kendalla. To mój kuzyn, przyjechałam go odwiedzić, a że Olivia się źle czuła poszedł ze mną. – skończyłam i podeszliśmy do bramki. Kendall wyjął dwa zaproszenia. Jedno z moim nazwiskiem i weszliśmy do sali, gdzie było pełno ważnych osób. Zaczynając na reżyserach i aktorach, przez muzyków i dźwiękowców, a kończąc na rodzinie i partnerach. Usiedliśmy przy wielkim stoliku i czekaliśmy na muzykę. Choć… długo się naczekaliśmy. Najpierw były podziękowania, przemowy różnych ludzi, opowieść co zrobili dzięki tej akcji, a na koniec licytacja. Wreszcie zagrała muzyka. Najpierw wolny taniec. Każdy ze swoją parą. Od razu widziałam, jak Julka rzuca mi spojrzenia znad ramienia Kevina. Cały czas czułam ucisk w brzuchu spoglądając na zadowoloną Monic.
W między czasie weszła …Olivia. Tak ona. Jaka jestem głupia! Przecież ona też miała zaproszenie! Ale co… Peter! On… on jest z Olivią? Czułam ucisk w żołądku, jakby te wszystkie motyle nagle eksplodowały. Jak on mógł tak zrobić. Zrobiło mi się strasznie smutno. Ode mnie nie odbierał telefonów, nie rozmawiał. A tu się okazało, że coś knuje z Olivią. Zauważył mnie i pokazał blondynce. Ona była zaskoczona i zaczęli się kłócić. O co chodzi? Coś mi tu śmierdzi. Ale to nie sprawa na dziś
W końcu różne gwiazdy zaczęły śpiewać. Gdy Big Time Rush zagrało „All over again”  ja pociągnęłam dziewczynę Jamesa na balkon.
-Hej. Co się stało?- zapytała, gdy oparłam się o barierkę. Obserwowałam ogród, który znajdował się z tyłu sali. Po środku znajdowała się fontanna a wokół niej kilka ławek.
-Musze ci coś powiedzieć. Ty chyba o tym wiesz, ale nigdy nie słyszałaś tego ode mnie.
-Kochasz Jamesa?
-Tak. Niestety.- odparłam trochę zdziwiona, że to wiedziała. Nie miałam odwagi na nią patrzeć. 
-Dlaczego? Przecież, jak mnie z wami nie będzie to możecie być razem.
-I ty myślisz, że od razu wskoczy mi w ramiona? Jeszcze no wiesz… po twojej śmierci?- cała zadrżałam. Nie lubiłam tego tematu.
-No raczej nie. Ale nie możecie czekać w nieskończoność.
-A skąd wiesz, że on coś do mnie czuje? On ma ciebie.
-Oboje się kochamy. Ale on jest na to przygotowany. Wie, że kiedyś mnie zabraknie.
-Prędzej czy później. Ale wiesz jak ja się czuję? Jakbym weszła między was. Bo jestem tą, która go pokochała. Ale przecież nie oderwę was od siebie. Wiem jak to jest - to boli…- nagle usłyszałam BUM. Obróciłam się i zobaczyłam Monic leżącą na podłodze. Podbiegłam do niej i zbadałam puls. Zdecydowanie za wolny. Zadzwoniłam po pogotowie.
-JAMES!- krzyknęłam- MONIC! Coś jej jest!- bałam się. Miałam gulę w gardle. Muzyka ucichła i wszyscy zebrali się wokół mnie. Stałam z Maslow’em przy jego dziewczynie. Przerażenie. Zestresowanie. Z każda chwilą jej puls się zwalniał. Nagle nadbiegli sanitariusze i położyli na noszach. Jechałam z karetką z prędkością 100 na godzinę. James też się bał. Oboje mieliśmy łzy w oczach. Zauważyłam, że nie zamieniłam z nim ani jednego słowa od rana.
<--- * Zastanawiacie co będzie z Monic? Już wam mówię: przez kilka dni, oboje przychodzili do niej na zmianę. Nie mieli okazji, żeby porozmawiać. W sensie Magda i James. Ona obiecała sobie, że mu powie. Ale nie w takiej sytuacji. Monic nie najlepiej się czuła. W pewnych momentach miała napady melancholii. I siedziała sama w pokoju z kamerką. Pewnego dnia przyszedł do niej prawnik. Meggie była mocno zdziwiona. Kolejny dzień: James siedzi u jej boku i obiecuje, że pójdzie na premierę „Harry Potter i Insygnia śmierci cz.2” . I tak cały czas. Aż  w końcu dnia 30 marca Meggie i James czekali przed jej pokojem i wyczekiwali na lekarza…* --->
-I jak?- zapytałam zdenerwowana. Moje zawsze cudowne paznokcie, były poobgryzane. Niczym u Kendalla.
-Niestety. Jej stan był poważny…
-Ale jakoś wcześniej… hmm… jakieś 2-3 tygodnie temu proponowaliście jej chemię, żeby ją uratować?
-2 tygodnie? Proszę pani, chyba jest pani źle poinformowana. To było około 3 lata temu.
-Słucham?
-Tak Meg. Ona nie chciała nic nikomu mówić. Ale w końcu wyszły wycieki do prasy- odezwał się pierwszy raz James.
-Dobrze. Ale co z nią?
-Przykro mi. Nowotwór to zbyt poważna choroba, żeby od tak kogoś uratować… naprawdę. Robiliśmy co się dało. – wysłał mi smutne spojrzenie i odszedł. Poczułam jak serce rozwala mi się na miliony kawałków. Stałam w miejscu. Aż w końcu złapał Maslow’a za rękę. On jednak ją puścił i wtulił się we mnie. Płakał. Ja nie. Nie lubię tego robić publicznie. Wróciliśmy do domu i tam położyliśmy się razem na hamaku. Przez te kilka dni przywiązałam się do Monic. Nikt nic nie wiedział oprócz nas. Jak miałam im to powiedzieć? Leżałam do wieczora. Wtulona w smutnego długowłosego idola nastolatek.
-Chodźcie do domu!- usłyszałam Kendalla jak zza mgły. Nie chciałam się ruszać. Tu było dobrze. Powietrze wietrzyło mój umysł. Zauważyłam, ze James też nie chciał się ruszać. Schmidt tylko machnął ręką i wszedł do środka. Po jakiejś godzinie Julka przyszła i okryła nas kocem. Chyba się domyślili. Musiałam z nią o tym rozmawiać tuż przed jej śmiercią? Wykrakałam. Niestety teraz trzeba przygotować się do wyboru 5 zespołów z X Factor. Mam na to 2 dni. Ja nie mogę. To takie uciążliwe. Cieszyć się i śpiewać, gdy w sercu, a dokładniej jego kawałeczkach, panuje żałoba.
Usnęłam. Śniła mi się szczęśliwa Monic, która dziękuję mi i Jamesowi za wszystko. Obudziłam się o 10. Spałam 18 godzin… o cholera. Maslow leżał i jeździł palcem po moich plecach.
-Przepraszam- powiedział i zabrał dłoń, gdy zrozumiał, że nie śpię.
-Zostaw. Było dobrze. – wtuliłam się w niego mocniej i nie chciałam puszczać. Ale niestety musiałam zrobić śniadanie, bo usłyszałam już pikanie alarmu i zapach dymu. Pewnie Julka chciała upiec ciasto...